DROGI.
Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.
Były sobie drogi. Dwie, mające swe początki w dwóch różnych źródłach i cele w dwóch zupełnie odmiennych punktach. W zasadzie były całkowicie niepodobne do siebie. Każda z nich miała za sobą miejsca i sytuacje, które pokonała, a które stały się odległą już przeszłością oraz ziemie gdzie uparcie dążyła, co stanowiło przyszłość każdej z tych dróg. Obie pamiętały błądzenie po ciemnych krainach, dumne wędrówki po najwyższych szczytach oraz kręte wicie się po kanionach zapomnienia o własnej tożsamości. Miały one już ścieżki równoległe do własnych biegów, zdawać by się mogło idealnie dopasowane. Jednak drogi te pomimo niezależności i różnie pojętej swobody nie były szczęśliwe, przeciwnie- posianie celu nie dawało spełnienia w tropie, którym wiodły. Mimo to parły przed siebie ślepo, lecz nie uciekały od tego, co wcześniej wydarzyło się podczas prowadzenia swoich szlaków. Były przekonane, że gdy tylko zaczęłyby uciekać, nie byłoby temu końca. Cierpiały, bo wiedziały, że inni potrzebują tego, czego one mogłyby im nigdy nie dać. Nie dlatego, że nie chciały dać, ale dlatego, że same tego nie miały. Jednak pewnej nocy niespodziewanie, trasy dwóch dróg przecięły się. Obie bardzo się przeraziły, w końcu dotąd wiodły swoje szlaki samotnie i niezależnie, nikt im nie wchodził na ich szlak, nikt nie przesłaniał celu. W tym momencie nie bały już się swoich pragnień ani marzeń, zrozumiały, że są dla siebie w życiu tym, co przez lata próbowały osiągnąć. Bez słów i snu w zachwycie sobą, bliskość rozproszyła ich strach przed ciemnością. Poszły ze sobą ,powoli, obok, do końca wszystkiego, żeby zacząć na nowo. Z dwóch dumnych i odważnych dróżek powstała jedna. Droga, która prowadziła... . Właśnie , gdzie prowadziła? Dla tych dwóch, z których zaistniała mogła wieść zarówno do czeluści piekielnych, jak i do bram raju, dokądkolwiek- ważne było tylko to, żeby powiodła je tam razem.
a po 3 miesiącach...
Jednak miały swoje cele, swoje marzenia, obsesyjki, kontrowersyjki, przyzwyczajenia. Tego nie da się wspólnie zjeść, oczywiście z chęcią zaakceptować. Tylko jednej z nich chęci zabrakło. Tam gdzie był sens, zostało szkło pustej miłości, albo i nie miłości . Whatever. Grunty połączonych dróg były różne. Ni skaliste na autostradę, ni ziemie twarde na wiejską szosą. A na pewno już nie były glebami żyznymi, z które mogły by dać plon.
Zatem Ty wróciłeś do tamtego życia, ja pognałam przed siebie. Mam podziękować za oskubane skrzydła, czy też kwilić nad milionem małych śmierci ? Ja. A ja byłam Twoją dziewczynką z koszmarów i marzeń, cienkie papierosy, mgły fałszywej, pustej miłości i białym ciałem ślicznego trupa. Marzyłeś, wymyśliłeś, umarłeś. Nie ma Cię, dałeś się zmiażdżyć w dłoniach...
a teraz...
...sympatyzuje z ideą kolektywnego uczucia, nie mam rozpaczy, nie posiadam paniki, moje rozczarowanie ma dobre strony :)
1 komentarz:
miszczu metafory.
kipjahedap i pamietaj. caly czas do przodu - a trafisz ksiecia z bajki na bialym rumaku co 'ihaha' bedzie robil :P
fruźki wola optymistów. faceci tez. tyle ze optymistki.
Prześlij komentarz