Jestem ucieleśnieniem życiowej mądrości. Inspiracją. Nikt nigdy mnie nie "zrobi". To raczej ja "zrobię" ich. Gdy włączam instynkt przeżycia, moralność gdzieś mi ucieka. Uczucie bycia mięsem wymaga jej braku. Nienawidzę, ale za każdym razem, gdy świat przekręca się na drugą stronę uciekam właśnie do tego. Świadomość, że mężczyźni plączą się w moich długich włosach, zahaczają o rąbki ubrań, przyklejają pod wysoki obcas jest wygodna. Więcej bawi w nieskończoność. I daje poczucie bycia arcykobietą. Każdy dreszcz cynizmu tak działa.
Trzepotania rzęs, kocich ruchów, wyuzdanego oblizywania warg nie wyczytasz z kolorowych czasopism. To się ma albo się tego nie ma. Z taką wartością sztonów trzeba grać. Kasyno jest okrutne, z bankiem nie wygrasz. I grać. Rozkochiwać w sobie. Te pacholęta zakochują się we mnie. Kochają mnie miłością fizyczną. Opowieści o ciele nad ciałami, jędrnych pośladkach, doskonałych łydkach -części idealnych nóg. Oślinione monologi. Czysty hazard, który prócz minimalnej satysfakcji nie daje nic. Masowa miłość na pstryknięcie palców nie jara.
Gram tylko po to, żeby grać i wiem, że kiedyś przegram.
Pokażcie mi gracza, a ja pokaże wam straceńca; pokażcie mi bohatera, a ja wam wskażę jego ciało.