Wiesz, lubiłam te wpierdalnie mi sie do łóżka o 4 nad ranem, nawet wtedy gdy śmierdziałeś wódką. Potem rozmowy o duperelach, gówienkach, większych gównach- były tak samo ważne jak debaty o priorytetach. Wykładaliśmy na pogniecionej pościeli naszą przeszłość, szczycąc się, że niczego nie żałujemy. Tak naprawdę przez gardło nie przechodziły tylko dwa słowa " było chujowo". Ale teraz miało być zupełnie inaczej. Postanowiliśmy być supermenami własnych popierdolonych spraw i ratować świat oparami z papierosów. Kości wystają zza dymu a Ty szeptałeś mi do ucha mnóstwo słów. Zawsze byliśmy tymi, o których się nie mówi, kimś bez drugiego dna, bez treści lub z tekstem niezrozumiałym, ponad całą hołotę i przeciwko niej. Kto z żywych zna nas toast wzniesie? Pytasz. My bękarty rozpustnego życia z ponurą śmiercią.
Braknąć będzie tych długich cienkich papierosów, z którymi wyglądaliśmy tak seksownie, Twoich majaków po alkoholu i konwulsji po amfie. Nikt już tak słodko nie nazwie mnie dziwką. Szkoda, że , uciekasz. Bo uciekasz, prawda? Żeby obudzić się świtem , by żyć. Z cudzymi snami wplątanymi w moją pościel, pomiędzy pożądaniem, a rozkoszą ta, gdzie tkwi dolina nocy.
Cześć Adam.