2008-07-29
o demokracji parlamentarnej
poza faktem, że demokracja promuje przeciętność, co często równa się z zabijaniem indywidualizmu, jest także w posiadaniu absurdu większości, który mniej więcej polega na tym, że dwóch pijaczków spod budki z piwem, ma więcej do powiedzenia niż jeden profesor uniwersytetu.
po naprawdę burzliwym dzieciństwie i całej palecie barw osobowości wybieranych na wzory do naśladowania, moim autorytetem został Cejrowski i to chyba najzdrowiej podjęta decyzja.
2008-07-27
2008-07-25
Gdybyś był - czyli przypuszczenia względem mężczyzny.
Gdybyś był heroiną, ja stałabym sie narkomanką
gdybyś był tivoli , byłabym alkoholiczką co pije te sam drink
gdybyś papierosem był, miałabym rozedmę płuc, to nic
gdybyś był moją ulubioną książką, czytałabym Cię jednym tchem
jeśli zaś piosenką, ciągle przewijałabym kasetę, aby słuchać.
Gdybyś był słodyczami albo Fast Foodem , byłabym tłusta od Ciebie jedzenia,
jeżeli jednak suchym haustem powietrza, przybrałabym postać anorektyczną.
Wtem gdy stałbyś się bogiem, ja w swoim fanatyzmie zginęłabym w Twoje imię.
Na szczęście jesteś tylko mężczyzną. A ja się w Tobie zakochałam i pragnę wykrzyczeć to całemu światu.
gdybyś był tivoli , byłabym alkoholiczką co pije te sam drink
gdybyś papierosem był, miałabym rozedmę płuc, to nic
gdybyś był moją ulubioną książką, czytałabym Cię jednym tchem
jeśli zaś piosenką, ciągle przewijałabym kasetę, aby słuchać.
Gdybyś był słodyczami albo Fast Foodem , byłabym tłusta od Ciebie jedzenia,
jeżeli jednak suchym haustem powietrza, przybrałabym postać anorektyczną.
Wtem gdy stałbyś się bogiem, ja w swoim fanatyzmie zginęłabym w Twoje imię.
Na szczęście jesteś tylko mężczyzną. A ja się w Tobie zakochałam i pragnę wykrzyczeć to całemu światu.
2008-07-24
nienormalni.pl
2008-07-23
2008-07-22
drogi czyli chodź pobawimy się w miłość
DROGI.
Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.
Były sobie drogi. Dwie, mające swe początki w dwóch różnych źródłach i cele w dwóch zupełnie odmiennych punktach. W zasadzie były całkowicie niepodobne do siebie. Każda z nich miała za sobą miejsca i sytuacje, które pokonała, a które stały się odległą już przeszłością oraz ziemie gdzie uparcie dążyła, co stanowiło przyszłość każdej z tych dróg. Obie pamiętały błądzenie po ciemnych krainach, dumne wędrówki po najwyższych szczytach oraz kręte wicie się po kanionach zapomnienia o własnej tożsamości. Miały one już ścieżki równoległe do własnych biegów, zdawać by się mogło idealnie dopasowane. Jednak drogi te pomimo niezależności i różnie pojętej swobody nie były szczęśliwe, przeciwnie- posianie celu nie dawało spełnienia w tropie, którym wiodły. Mimo to parły przed siebie ślepo, lecz nie uciekały od tego, co wcześniej wydarzyło się podczas prowadzenia swoich szlaków. Były przekonane, że gdy tylko zaczęłyby uciekać, nie byłoby temu końca. Cierpiały, bo wiedziały, że inni potrzebują tego, czego one mogłyby im nigdy nie dać. Nie dlatego, że nie chciały dać, ale dlatego, że same tego nie miały. Jednak pewnej nocy niespodziewanie, trasy dwóch dróg przecięły się. Obie bardzo się przeraziły, w końcu dotąd wiodły swoje szlaki samotnie i niezależnie, nikt im nie wchodził na ich szlak, nikt nie przesłaniał celu. W tym momencie nie bały już się swoich pragnień ani marzeń, zrozumiały, że są dla siebie w życiu tym, co przez lata próbowały osiągnąć. Bez słów i snu w zachwycie sobą, bliskość rozproszyła ich strach przed ciemnością. Poszły ze sobą ,powoli, obok, do końca wszystkiego, żeby zacząć na nowo. Z dwóch dumnych i odważnych dróżek powstała jedna. Droga, która prowadziła... . Właśnie , gdzie prowadziła? Dla tych dwóch, z których zaistniała mogła wieść zarówno do czeluści piekielnych, jak i do bram raju, dokądkolwiek- ważne było tylko to, żeby powiodła je tam razem.
a po 3 miesiącach...
Jednak miały swoje cele, swoje marzenia, obsesyjki, kontrowersyjki, przyzwyczajenia. Tego nie da się wspólnie zjeść, oczywiście z chęcią zaakceptować. Tylko jednej z nich chęci zabrakło. Tam gdzie był sens, zostało szkło pustej miłości, albo i nie miłości . Whatever. Grunty połączonych dróg były różne. Ni skaliste na autostradę, ni ziemie twarde na wiejską szosą. A na pewno już nie były glebami żyznymi, z które mogły by dać plon.
Zatem Ty wróciłeś do tamtego życia, ja pognałam przed siebie. Mam podziękować za oskubane skrzydła, czy też kwilić nad milionem małych śmierci ? Ja. A ja byłam Twoją dziewczynką z koszmarów i marzeń, cienkie papierosy, mgły fałszywej, pustej miłości i białym ciałem ślicznego trupa. Marzyłeś, wymyśliłeś, umarłeś. Nie ma Cię, dałeś się zmiażdżyć w dłoniach...
a teraz...
...sympatyzuje z ideą kolektywnego uczucia, nie mam rozpaczy, nie posiadam paniki, moje rozczarowanie ma dobre strony :)
Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód.
Były sobie drogi. Dwie, mające swe początki w dwóch różnych źródłach i cele w dwóch zupełnie odmiennych punktach. W zasadzie były całkowicie niepodobne do siebie. Każda z nich miała za sobą miejsca i sytuacje, które pokonała, a które stały się odległą już przeszłością oraz ziemie gdzie uparcie dążyła, co stanowiło przyszłość każdej z tych dróg. Obie pamiętały błądzenie po ciemnych krainach, dumne wędrówki po najwyższych szczytach oraz kręte wicie się po kanionach zapomnienia o własnej tożsamości. Miały one już ścieżki równoległe do własnych biegów, zdawać by się mogło idealnie dopasowane. Jednak drogi te pomimo niezależności i różnie pojętej swobody nie były szczęśliwe, przeciwnie- posianie celu nie dawało spełnienia w tropie, którym wiodły. Mimo to parły przed siebie ślepo, lecz nie uciekały od tego, co wcześniej wydarzyło się podczas prowadzenia swoich szlaków. Były przekonane, że gdy tylko zaczęłyby uciekać, nie byłoby temu końca. Cierpiały, bo wiedziały, że inni potrzebują tego, czego one mogłyby im nigdy nie dać. Nie dlatego, że nie chciały dać, ale dlatego, że same tego nie miały. Jednak pewnej nocy niespodziewanie, trasy dwóch dróg przecięły się. Obie bardzo się przeraziły, w końcu dotąd wiodły swoje szlaki samotnie i niezależnie, nikt im nie wchodził na ich szlak, nikt nie przesłaniał celu. W tym momencie nie bały już się swoich pragnień ani marzeń, zrozumiały, że są dla siebie w życiu tym, co przez lata próbowały osiągnąć. Bez słów i snu w zachwycie sobą, bliskość rozproszyła ich strach przed ciemnością. Poszły ze sobą ,powoli, obok, do końca wszystkiego, żeby zacząć na nowo. Z dwóch dumnych i odważnych dróżek powstała jedna. Droga, która prowadziła... . Właśnie , gdzie prowadziła? Dla tych dwóch, z których zaistniała mogła wieść zarówno do czeluści piekielnych, jak i do bram raju, dokądkolwiek- ważne było tylko to, żeby powiodła je tam razem.
a po 3 miesiącach...
Jednak miały swoje cele, swoje marzenia, obsesyjki, kontrowersyjki, przyzwyczajenia. Tego nie da się wspólnie zjeść, oczywiście z chęcią zaakceptować. Tylko jednej z nich chęci zabrakło. Tam gdzie był sens, zostało szkło pustej miłości, albo i nie miłości . Whatever. Grunty połączonych dróg były różne. Ni skaliste na autostradę, ni ziemie twarde na wiejską szosą. A na pewno już nie były glebami żyznymi, z które mogły by dać plon.
Zatem Ty wróciłeś do tamtego życia, ja pognałam przed siebie. Mam podziękować za oskubane skrzydła, czy też kwilić nad milionem małych śmierci ? Ja. A ja byłam Twoją dziewczynką z koszmarów i marzeń, cienkie papierosy, mgły fałszywej, pustej miłości i białym ciałem ślicznego trupa. Marzyłeś, wymyśliłeś, umarłeś. Nie ma Cię, dałeś się zmiażdżyć w dłoniach...
a teraz...
...sympatyzuje z ideą kolektywnego uczucia, nie mam rozpaczy, nie posiadam paniki, moje rozczarowanie ma dobre strony :)
2008-07-21
przyjaciela mam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


